Poniosła mnie wczoraj fantazja! Przypadkiem natrafiłam w sklepie na wegańskie herbatniki, pomyślałam, że to dobry moment na przetestowanie pomysłu, który kilka dni temu zrodził się w mojej głowie. Oto chyba wszystkim znana stefanka w nowej, gryczano-cynamonowej odsłonie - idealna do czarnej kawy. Przeze mnie oczywiście zjedzona w zastępstwie normalnego obiadu;)
Składniki:
Herbatniki - najlepiej wegańskie (duża paczka)
Woda (4 szklanki)
Kasza gryczana (szklanka)
Marchew - strata na dużych oczkach (2 średnie = 2 szklanki już startej)
Cynamon (1,5 łyżki)
Kardamon (2 łyżeczki)
Kakao (1 łyżeczka)
Daktyle suszone (ok. 20-25 sztuk lub więcej - w zależności od indywidualnych preferencji)
Pestki słonecznika/dyni - uprażone (ok. 2 garści)
Wykonanie:
Daktyle zalewamy gorącą wodą (tak by owoce były w całości zamoczone, a wody było jak najmniej). Do wrzątku wrzucamy kaszę gryczaną, gotujemy pod przykryciem na małym ogniu. Po około 10 minutach, kiedy kasza będzie prawie miękka, dodajemy startą marchew, przyprawy - zdejmujemy z gazu gdy gryka z marchwią wchłoną całą wodę.
Namoczone daktyle blendujemy, dodajemy ugotowaną kaszę z warzywkiem i miksujemy wszystko na gładka masę. W formie do cista układamy spód z herbatników, na nich rozsmarowujemy zrobioną masę, którą przykrywamy druga porcją ciastek. Całość polewamy polewą czekoladową i posypujemy uprażonymi ziarnami słonecznika lub dyni. Gotowe ciasto wstawiamy na minimum 3 godziny do lodówki.
* masa nie stężała tak bardzo jak to sobie wyobrażałam, dlatego następnym razem spróbuję ją zagęścić dodając otręby lub siemię lniane. Mimo to ciasto było zwarte i z łatwością się kroiło. Eksperyment uznaję za udany, ciasto z pewnością jeszcze nie raz wyląduje na naszym stole!

