Z zamiarem
upieczenie batonów energetycznych Jurka nosiłam się już od
dawna, odkąd zobaczyłam przepis udostępniony przez veganworkout (tu link).
Bałam się jednak trochę ich konsystencji oraz smaku. Intuicja podpowiedziała mi by nie żałować bakalii ani mąki, przedłużając
czas pieczenie nawet do 60 minut. I to był strzał w dziesiątkę!
Batony wyszły wystarczająco suche i zwarte, dzięki czemu dłużej
je można przechowywać. Będą w sam raz na wypad w góry, o którym
zaczęłam obsesyjnie myśleć, zaraz po tym jak poczułam na swoim policzku, pierwsze wiosenne promienie słońca.
Składniki:
Fasola czerwona –
z puszki lub ugotowana (400 g)
Banana – 1
przejrzały
Mąka owsiana
(szklanka)
Otręby gryczane
(szklanka)
Jagody goji, figi,
daktyle, rodzynki (szklanka)
Orzechy ziemne,
pestki dyni (szklanka)
Siemię lniane,
sezam (pół szklanki)
Karob (3 łyżki)
Syrop klonowy (3
łyżki)
Sól morska
(łyżeczka)
Wykonanie:
Fasolę i banany
miksujemy z odrobiną wody do uzyskania jednolitej konsystencji.
Przekładamy do miski. Dodajemy po kolei: sól, karob, syrop klonowy,
bakalie, mąkę i otręby całość dokładnie mieszając. Powinniśmy
uzyskać bardzo gęstą masę, którą przekładamy do natłuszczonej
blachy. Pieczemy w temperaturze 200 stopni około 45-60 minut. Po
wyjęciu z piekarnika i wystudzeniu kroimy ciasto na niewielkie
prostokąty i przekładamy do próżniowego pojemnika.
* zapewniam, że batony smakują lepiej niż sugerują to powyższe zdjęcia;)






